[#] Pamiętnik pracownika

( Ostatnio zmieniony pon., 16/06/2008 - 00:46 )
 

Tydzień 1:

PONIEDZIAŁEK – Dostaliśmy komputery. To takie telewizorki z pudełkiem i kawałkiem harmonii. Fajne są
WTOREK – Cały dzień siedzę przed komputerem. Chyba się popsuł
ŚRODA – Przyszedł nasz kierownik i włączył komputer do gniazdka
CZWARTEK – Dzisiaj pracujemy na komputerach jak szaleni. Dostałem się na 10 level. Ale Złotówa był lepszy. Padł na 12-tym
PIĄTEK – Nie mogę przejść 13 poziomu. Dzisiaj chyba znowu zostanę na noc
SOBOTA – Rano przyszli policjanci. Żona zgłosiła moje zaginięcie. Na razie zamieszkam u Złotówy
NIEDZIELA – Bank zamknięty. Nie mogę się doczekać poniedziałku

Tydzień 2:

PONIEDZIAŁEK – Dzisiaj szkolenie. Razem ze mną idzie Złotówa i Bromba. Wykładowca załamał się już po 10 minutach. Coś jednak wynieśliśmy z tego szkolenia. Ja mam piękny komplet długopisów, a Złotówa nowy rzutnik
WTOREK – Nareszcie mamy kserokopiarkę. Przy pierwszym uruchomieniu Złotówa naświetlił sobie oczy. Później Bromba postanowiła odbić sobie słownik.Teraz czekamy na nową kserokopiarkę. I na powrót Bromby ze szpitala
ŚRODA – Alarm bombowy. Ewakuacja budynku. Ktoś zostawił podejrzaną reklamówkę w toalecie. Saperzy ją zdetonowali. Teraz potrzebny będzie remont WC, a nasz dyrektor będzie musiał jeszcze raz zrobić zakupy
CZWARTEK – Wypłata. Postanowiłem zaszaleć. Kupiłem sobie nowe skarpetki. Nawet niedrogo, choć na drugą musiałem pożyczyć
PIĄTEK – Razem z Ziutkiem jedziemy w delegacje. Niestety, mój rower ma przebite koło, więc Ziutek bierze mnie na ramę. Po drodze zatrzymujemy się na nocleg. Spanie na świeżym powietrzu ma swoje dobre strony
SOBOTA – Delegacja bardzo się udała. Wszyscyśmy się fajnie bawili. Najgorzej będe wspominał Izbę Wytrzeźwień
NIEDZIELA – Rano okazało się, że ukradli nam służbowy rower. Do domu wracaliśmy więc na piechotę

Tydzień 3:

PONIEDZIAŁEK – Mamy nową pracownicę. Postanowiliśmy wymyślić jej jakąś ksywkę. Po 3 godzinach intensywnego myślenia już ją mieliśmy. Nazwaliśmy ją: Nowa
WTOREK – Nowa dzisiaj nie przyszła. Podobno zrezygnowała z pracy. To wina Złotówy. Nie każdy wytrzyma na widok grubego faceta ubranego jedynie w banknot 10 złotowy
ŚRODA – Bromba wróciła ze szpitala. Ale trafił tam Ziutek ze skomplikowanym złamaniem kości śródręcza. Upadła mu jakaś kartka i poprosił Brombę, żeby się odsunęła. Wtedy ona poszła mu na rękę
CZWARTEK – Z okazji wdrażania u nas nowoczesnych technik pracy, kierownik kazał nam pisać na komputerach. Jako pierwsza komputer zapisała Bromba. Na moim też już brakuje miejsca
PIĄTEK – Czyścimy komputery. Okazało się, że kierownikowi chodziło o coś innego. Za to teraz komputery w ogóle już nie działają. Może woda była za gorąca
SOBOTA – Nareszcie łykent. Zbieramy ze Złotówa grzyby. Odchodzą razem z tynkiem. Na niedzielę zostanie nam już tylko przedpokój
NIEDZIELA – Rano wpadł do nas sąsiad z góry. Do czasu wyremontowania sufitu będziemy mieszkać we trzech

Tydzień 4:

PONIEDZIAŁEK – Spóźniłem się do pracy. Wszystko przez te korki. Już mi się całkiem przetarły. Będę musiał sobie kupić jakieś inne buty (Ale drugi raz już nie kupię sandałów. W zimie.)
WTOREK – Zostałem właścicielem komórki. Ze Złotówa już nie dało się mieszkać
ŚRODA – Zginął mój zszywacz. Nikt się nie chce przyznać. Ale ja podejrzewam Brombę. Ma nową sukienkę
CZWARTEK – Pogodziłem się z żoną Ziutka. Moja domaga się rozwodu. Rozprawa jutro
PIĄTEK – Siedzimy z żoną przed salą rozpraw. Nagle słychać, jak sędzia krzyczy do woźnego: powódkę! Idziemy do domu. Nie będzie nas sądził jakiś pijak
SOBOTA – Byliśmy na imieninach u Bromby. Strasznie się wymalowala i wystroiła. Wygladała jak pisanka. Złotówa tak jej powiedział. Wtedy ona zaproponowała, że ugotuje mu jajka. Złotówa jakoś dziwnie zbladł. Jajek w każdym bądź razie nie było. Była kura i Coca-Cola. Podobno po okazyjnej cenie. Import z Belgii
NIEDZIELA – Jakoś dziwnie sie czuję. Dowiedziałem się również, że Bromba jest w szpitalu. U Złotówy nikt nie odbiera. Pewnie pojechał na ryby

Tydzień 5:

PONIEDZIAŁEK – Ciągle kiepsko się czuję. Lekarz powiedział, że to zatrucie, więc dzisiaj siedzę w domu. Postanowiłem poogladać sobie telewizję. Niestety, wieczorem już nie mogłem nic ogladać. Sąsiedzi zasunęli zasłony
WTOREK – Jestem w pracy. Wszyscy już wyzdrowieli. Miło popatrzeć na znajome twarze. Żeby tylko tak Bromba wszystkiego nie zasłaniała
ŚRODA – Zainstalowali u nas w pracy automat z Pepsi Cola. Albo mamy straszne szczęście albo ten automat jest popsuty. Wszyscy wrzucający monety zawsze coś wygrywają
CZWARTEK – Ząb mnie strasznie rozbolał i w nagłym przypływie odwagi poszedłem do dentysty. Na fotelu po mojej odwadze już nie było śladu. Wyskoczyłem z fotela jak z procy. Dopiero po pokonaniu jakichś 5 km wyjąłem z zęba wiertło. Po jakimś czasie dogonił mnie dentysta. Samochodem. Znalazł mnie po szlaczku z części jego aparatury, jaki za sobą zostawiłem. Jej spłacanie zajmie chyba resztę życia. Moich dzieci i wnuków. Za to ząb już mnie nie boli
PIĄTEK – Dla poprawienia wystroju biura Bromba przyniosła jakies zielsko w doniczkach. Złotówa jak to zobaczył, strasznie się ucieszył. Powiedział mi, że to marihuana i zaczął robić skręty. Fajny miał odlot. Po tym jak to Bromba zobaczyła. Zresztą, to nie była wcale marihuana, tylko jakieś paprotki
SOBOTA – Poszedłem z Brombą i Złotówą do kina. Bromba przyniosła wiadro popcornu. Ale cholera nie chciała się podzielić. Mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Po reklamach Złotówa zwymiotował, ja cały seans płakałem(choć to była komedia), a Bromba dostała zeza rozbieżnego
NIEDZIELA – Pojechaliśmy ze Złotówą na ryby. Ale smażalnia była zamknięta. Pojechaliśmy więc do mieszkania Złotówy. Skończyło się jak zwykle: na śledzikach i wyborowej

Tydzień 6:

PONIEDZIAŁEK – Bromba powiedziała, że napiłaby się herbaty. Ja na to, że ja też. Niestety, herbaty nie ma już od dwóch tygodni
WTOREK – Dzisiaj Złotówa zrobił wszystkim herbaty. Była jakaś dziwna, jakby ziołowa. Ciekawe, dlaczego paprotki Bromby nie mają już liści. Przecież to jeszcze nie jesień
ŚRODA – Po pracy poszliśmy z Ziutkiem na mecz. Było extra. Piłkarze początkowo grali niemrawo, ale za to w drugiej połowie już bardzo szybko poruszali sie po boisku. Za nimi zaś gromada kibiców. Padły tez bramki. Obie. W ogóle atmosfera była bardzo goraca. Za to cały czas schładzały nas policyjne sikawki. Mam z tego meczu dużo pamiątek: policyjny kask, pałki, tarcza z napisem POLICJA, skrawki munduru, siniak od ławki na plecach, wybite dwa przednie zęby, jakieś szaliki
CZWARTEK – Nudy. Gdyby Złotówa niechcacy nie podpalił biurka kierownika, dzień byłby na straty. Na kierowniku długo jeszcze utrzymywała się piana. Nie tylko ta z gaśnicy
PIĄTEK – Ziutek przyszedł dzisiaj bardzo wesoły. Co prawda nie minęło jeszcze 48 godzin, ale go już wypuścili. Jutro nasza drużyna ma mecz wyjazdowy. Ziutek obiecał, że mi coś przywiezie
SOBOTA – Dzisiaj pierwszy raz w życiu leciałem. Potrącił mnie samochód. Ciążarowy. Kierowca ciężarówki bardzo sie wkurzył i zaczął mocno trząść drzewem na którym wylądowałem. Gdyby mu w miedzyczasie nie ukradli wozu, kto wie jak by to się skończyło
NIEDZIELA – Nareszcie zdjęli mnie z drzewa. Strażacy to super goście. Zabrali mnie na akcję. Nie wiem, dlaczego się śmiali. Przecież ten kot którego zdjęli z drzewa nie był wcale do mnie podobny.